Relacja – Proces zdrowienia z wieloletniej łuszczycy

Drogi czytelniku – oddaję w Twoje ręce relację Emmy, której nie będę wzbogacać moim teoretycznym komentarzem.
Wydaje mi się, że w przypadku tej relacji komentarz jest zbędny, mógłby coś popsuć…
Proces, który opisuje Emma jest bardzo głęboki, porusza emocje i ciało.
Poczuj tę relację i zatop się w niej, niech ona pracuje dla Ciebie…
Gdybyś chciała / chciał skontaktować się z Emmą – proszę napisz do mnie – przekażę wiadomość autorce.
Gdybyś chciała / chciał doczytać o łuszczycy i tematach konfliktów tworzących tę zmianę na naskórku to tu jest link.
Na ostatnim wykładzie on-line poświęconym SKÓRZE kompleksowo omawiam łuszczycę oraz inne zagadnienia związane z SBS-ami skóry właściwej oraz naskórka. Jest możliwość wykupienia nagrania z wykładu. Jeśli poczujesz taką chęć – to skontaktuj się ze mną e-mailowo w tej sprawie.

Monika Stawicka
www.5prawnatury.pl 

kontakt: 5pnedukacja@gmail.com

Chciałabym się podzielić moją historią z łuszczycą w oparciu o 5 Praw Natury oraz moimi przemyśleniami odnośnie całego procesu, w jakim aktualnie się znajduję.

Pierwsze objawy łuszczycy zaczęły się u mnie pojawiać kiedy miałam około 12 lat. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam, ale teraz dobrze wiem co spowodowało u mnie pojawienie się łuszczycy.
W pewnym momencie mojego dzieciństwa pojawił się u mnie pewien dylemat, konflikt, który wydawał mi się sytuacją bez wyjścia, sytuacją w której miałam wrażenie, że cokolwiek zrobię to i tak będę czuła się okropnie a ponadto cała sytuacja nigdy się nie naprawi.

Na czym polegał konflikt?
Moi rodzice często się kłócili, czasem o rzeczy ważne, czasem o rzeczy drobne.
To nie było dla mnie stresujące, natomiast to co się działo po tych kłótniach powodowało u mnie niesamowity stres, strach, poczucie winy, rozdarcie wewnętrzne oraz poczucie rozłąki, utraty bliskiej osoby. Po każdej takiej awanturze moi rodzice stawiali mnie w sytuacji wyboru – mama czy tata? Pamiętam dokładnie jedną sytuację, która najlepiej obrazuje to o czym piszę. Świeżo zakończona kłótnia rodziców, a po każdej z nich musiałam podjąć decyzję czy stoję po stronie mamy czy taty.
Kto miał rację? Z kim zostajesz? Z mamą, która płacze w domu czy idziesz z rozgniewanym ojcem na spacer, na który się właśnie szykuje.
I moja odwieczna rozterka… chcę być tu i tu, z kim zostać? Kogo wybrać?
Kiedy zostawałam z mamą, ojciec się na mnie obrażał, kiedy szłam z ojcem, mama odwracała się ode mnie. Czułam się jak pomiędzy młotem a kowadłem.
Okropna sytuacja i okropne uczucie, które pamiętam dokładnie do dziś.
Nigdy nie rozumiałam czemu nie mogę mieć ich razem tylko zawsze osobno i w dodatku z poczuciem utraty tego drugiego.
I tak to trwało latami….
Stale skóra się łuszczyła, była zajęta stanem zapalnym, który wciąż się powiększał. Miejsca dotknięte zmianami pojawiały się symetrycznie na ciele – głowa, ramiona, plecy, nogi.

Do tego doszedł kolejny konflikt.
Byłam bardzo zaprzyjaźniona z moją kuzynką, z którą zawsze dobrze się dogadywałyśmy.
Pewnego dnia babcia powiedziała mi, żebym nie mówiła o łuszczycy ani nie pokazywała jej nikomu w rodzinie bo rodzice kuzynki zabronią mi się z nią bawić, spotykać, przyjaźnić.
Przeżyłam wtedy kolejny stres, że w związku z łuszczycą stracę też kuzynkę, znajomych bo być może nie będą mnie akceptować jak zobaczą moją skórę. Tak myślałam bo tak powiedziała mi babcia, która dla dziecka stanowi autorytet więc mój światopogląd wtedy był na takim etapie, że to co powiedziała przyjęłam za pewnik.

Z czasem sytuacja z rodzicami się rozwiązała.
Pewnego dnia to po prostu poczułam – powiedziałam im, że mnie ich spory nie interesują i od tej pory nie jestem już ich sędzią ani pośrednikiem. Podczas konfliktów rodziców nie zostawałam z żadnym z nich, tylko wychodziłam do innego pokoju, albo z domu, albo nie wtrącałam się w ich rozmowy, wyłączałam się z ich kłótni, tak jakby to mnie w ogóle nie dotyczyło.

Najwyraźniej jednak te konkretne działania nie rozwiązały konfliktów rozłąki, gdyż nadal miałam objawy łuszczycy.
Znając już 5 Praw Natury nie mogłam zrozumieć dlaczego ona w takim razie jeszcze jest. Strasznie mnie to dręczyło jaką rozłąkę mogę jeszcze przeżywać.
Natomiast ja nadal przeżywałam stres związany z tym jak wyglądam i jak mnie to męczy fizycznie i psychicznie oraz stres przed tym jak inni zareagują i czy mnie zaakceptują. Dużym stresem było to, że nie mogę być sobą z powodu choroby. Nie akceptowałam tej sytuacji, izolowałam się od innych i jednocześnie cierpiałam z powodu tej izolacji… a skóra się coraz bardziej łuszczyła, coraz bardziej bolała, stan zapalny się nasilał i rozszerzał.

Pewnego dnia powiedziałam dość!

TO BYŁ MOMENT ZWROTNY!

Poczułam się zmęczona tą sytuacją trwającą latami, miałam wrażenie, że marnuję swoje życie takim podejściem i poczułam w sobie energię do tego, że potrafię to zrobić i wygrać zdrowie.
Mam to gdzieś co pomyślą inni i czy będę przez nich akceptowana. Znam swoją wartość i akceptuję to jak wyglądam bo na tą chwilę nie mogę nic zrobić aby to zmienić oprócz wyluzowania się.

Pierwsze 3 dni były najtrudniejsze, bo skóra wyglądała najgorzej na początku procesu.
Przełamanie się było mega wyzwaniem!
Bardzo szybko zobaczyłam jak moja skóra przestaje się łuszczyć, a zaczerwienione miejsca stają się coraz bledsze. Z czasem pojawiły się prześwity zdrowego naskórka. Dało mi to ogromną motywację, a także utwierdziło mnie to w tym, że to jedyna droga do wyzdrowienia.

Muszę powiedzieć, że jest to bardzo trudny proces i zdarzają mi się niepowodzenia, ale z każdym dniem jest łatwiej.

Jak pracuję ze swoją skórą?
Jeśli chodzi o pielęgnację skóry – jedynie nawilżam.
Jeśli chodzi o pracę z psychiką stosuję: „The Work” Byron Katie, wizualizację, praca nad samoakceptacją, afirmacje w momentach kiedy czuję, że znajduję się w sytuacji, w której mogę wpaść w szynę mówię do siebie – „pomyśl o celu”, „nie poddawaj się”, „to tylko twoje przekonania” itp.

Przekonania, którym się przyglądałam i z którymi pracowałam to:

  • czy inni mnie zaakceptują
  • czy akceptują mnie aktualnie
  • czy jestem tak samo wartościowa z łuszczycą, jak bez niej
  • czy muszę zabiegać o akceptację innych
  • czy akceptacja innych jest mi potrzebna do szczęścia
  • czy jak mnie nie zaakceptują, to tez będę szczęśliwaKażda myśl podlegała analizie „The work” i odwracała przekonanie o 180stopni – nawet myśl „czy skóra wygląda źle”Całą „Pracę – THE WORK robiłam mówiąc do siebie (nie pisząc – jak zaleca Katie Byron) – taka metoda bardziej do mnie dociarała, wolałam wypowiadać to, co czuję, zauważam, a nie pisać o tym.Mam nadzieję, że mój wpis pomoże innych chorym na łuszczycę, jak i mającym inne dolegliwości w tym, by dostrzec logikę w biologii naszego ciała i zmotywuje ich do pracy ze swoimi lękami i ograniczeniami.

     

    Emma

Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.