Doświadczenia Beaty związane z opieką nad chorą teściową

Pani Moniko i Iwono,

Minął rok od czasu „odkrycia” przeze mnie NGM dr Hamera. Jestem w bezustannym emocjonalnym zaangażowaniu w obserwacje dotyczące tych praw. We wrześniu odeszła moja śp. teściowa. W dniu śmierci miała 95 i pół roku. Uważam, że opieka nad nią dała mi dar – wielokrotną możliwość potwierdzenia słuszności tych praw. Dwa ostatnie lata nie mogłam się z nią porozumieć – mowa niewyraźna, bełkotliwa. Po szpitalu w maju ub. roku (nie znałam jeszcze NGM) gdzie zdecydowaliśmy się ją oddać z powodu niemożliwości nakarmienia (nieustający kaszel) teściowa zaczęła gwałtownie chudnąć – tracić mięśnie. W szpitali usiłowano jej założyć cewnik, ale tak się broniła, że do tego nie doszło. Była tam tylko tydzień. Przez kilka miesięcy po szpitalu codziennie miała po kilka godzin rzężący oddech. W końcu to zjawisko ustało. Na początku byłam przerażona i próbowaliśmy dać jej wziewny „lek” przeciwastmowy ale wtedy zareagowała tak gwałtownym atakiem duszności, że zaraz to odstawiliśmy. Po tym szpitalu przy toalecie, myciu były już za każdym razem problemy, mama się broniła. Pojawiły się problemy przy karmieniu – wydzielanie śluzu, który trzeba było usunąć, bo nie mogła jeść. Te wszystkie czynności potęgowały narastanie konfliktów rewirowych – reakcje po „szynie”.
Zaobserwowałam dwa razy krwotok z dróg moczowych. Teściowa była już bardzo w demencji, nie wiedziała, nie czuła krwotoku. Ja za pierwszym razem (było to przed poznaniem NGM) byłam przerażona i przekonana, że to nowotwór i będzie koniec. Nie kontaktowałam się z lekarzem, bo teściowa miała wtedy 92 lata i lekarka mi rok wcześniej powiedziała, że nie mam żądać cudów. Ten krwotok słabł i po paru dniach nie było śladu. Po roku sytuacja się powtórzyła. Tym razem już nie panikowałam tak i czekałam na ustąpienie. Za każdym razem krwotok miał miejsce po wyjeździe do domku na letni pobyt. Musiał się wtedy rozwiązywać konflikt rewirowy – braku poczucia się „u siebie”. Może teściowa myślała, że pojechała do dziadków na wieś. Czasem mówiła do mnie „mamo”.
Mając ogromne problemy z karmieniem (zdarzało się karmienie łyżką niezgrabne, zahaczałam łyżką w podniebienie). Poza tym trwało to b. długo- przyjmowanie pokarmu, żucie to ostatnia przyjemność człowieka starego, zasypianie podopiecznej przy tym, ogromnie mnie męczyło. W pewnym momencie, gdy podopieczna nie chciała otwierać ust stwierdziłam, że zmienię się zewnętrznie, żeby mnie nie utożsamiała z agresorem. Przebrałam się, włożyłam okulary męża i zaczęłam mówić do nie zamiast „aniołku, otwórz buzię”- pani Izo, proszę zjeść kanapkę”. Teściowa bardzo rzadko otwierała oczy, bo nie chciała na mnie i otoczenie patrzeć (ale wzrok miała dobry, podnosiła nogi na progu łazienki.) Tym razem popatrzyła na mnie badawczo i zaczęła otwierać usta. I tak cały dzień byłam kim innym i karmienie nie było taką udręką. Następnego dnia po toalecie straciła przytomność, ręce miała zimne. Pobiegłam do lodówki po woreczek z mrożonką. Odzyskała przytomność, trzymałam ten woreczek długo. Ręce ciepłe, cały dzień jadła i wydawała się zadowolona. Ale bardzo silnie drgała jej jedna noga, tak jakby kopała, cały dzień. To chyba było jeszcze „odkręcanie” po szoku poszpitalnym (cewnik). Wiedziałam, że nie przetrzyma takiego wydatku energii. Następnego dnia już nie byłam w stanie ani karmić ani napoić. Czuwałam całą noc- ręce ciepłe. Nad ranem ręce stały się chłodniejsze. Zawołałam męża, odeszła gdy zaczął do niej mówić. Umyliśmy mamę i ubraliśmy. Byłam zaskoczona, jaka była wiotka i bez problemów te czynności udało się wykonać.

Gdy się popatrzy do Wikipedii na „stężenie pośmiertne”, to są dwa „rodzaje”. Albo występuje po kilku godzinach albo zaraz (zwłaszcza gdy chory miał przedtem drgawki lub temperaturę) i ustępuje dopiero po… kilku dniach.
Sąsiad z działki na wsi powiedział, że jego ojciec zmarł i nie mogli go z bratem przygotować do pogrzebu. Wtedy zaczęli do niego mówić i prosić aby dał się umyć i ubrać do kościoła. I wtedy nieboszczyk usłuchał. Nie sądzę aby zmyślał.
Tak więc można zastanowić się nad złożonością budowy Wszechświata i ludzkiego mózgu.
Na Ziemi obowiązują boskie prawa- fizyczne, chemiczne i biologiczne. Tworzą boską harmonię.
Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w życiu osobistym i jak najszerszych możliwości dzielenia się wiedzą o NGM, które jest wielkim dobrodziejstwem ludzkości.

– Beata Sz.

PS. Moje doświadczenia można przytaczać jako potwierdzenie praw NGM

>> zobacz pozostałe relacje

Otagowany , .Dodaj do zakładek permalink.

Dodaj komentarz