Choroby infekcyjne

W oparciu o 4 Prawo Natury sformułowane przez dr Hamera  dotyczące ważnej roli mikrobów podczas fazy zdrowienia, grzyby bakterie i “wirusy” nie mogą być dłużej rozpatrywane jako przyczyna chorób infekcyjnych.
Problem współczesnej medycyny polega na tym, że w ogóle nie rozpoznaje 2 faz (aktywnej i zdrowienia) podczas każdego Sensownego Biologicznego Specjalnego Programu Natury (tzw. SBS-u). Lekarze widzą objawy w fazie zdrowienia, ponieważ tylko podczas tej fazy mikroby są aktywne. A ponieważ objawom działalności mikrobów towarzyszą: obrzęk, gorączka, stan zapalny, ropne wydzieliny, ból – mikroby zwykło się uważać za coś patogennego, za przyczynę chorób infekcyjnych.
Jednak to nie mikroby są przyczyną chorób infekcyjnych. Jest zupełnie odwrotnie – nasz organizm posługuje się mikrobami w celu optymalizacji procesu zdrowienia. W związku z tym nowym podejściem do roli mikrobów termin „infekcja” staje się nieaktualny.
Tak samo jak komórki rakowe, mikroby nie rozprzestrzeniają się na kolejne organy powstałe z różnych listków zarodkowych i które kontrolowane są przez różne części mózgu. Mikroby pracują tylko i wyłącznie na organach lub tkankach, które przechodzą przez fazę zdrowienia, np. prątki gruźlicy (sterowanie: pień mózgu), które biorą udział w rozkładzie guza w płucach (endoderma) nigdy nie przeniosą się na błonę śluzową oskrzeli, która wykształciła się z ektodermy (sterowanie: kora mózgowa).
Ponieważ aktywność mikrobów jest zawsze związana z konkretnym SBS-em, który ponad to dotyczy tylko i wyłącznie fazy zdrowienia, nie możemy już mówić o tym, że choroby infekcyjne są zakaźne.
Jeśli jedna lub więcej osób mają te same objawy, oznacza to, że każda z tych osób jest w fazie zdrowienia z tego samego konfliktu, np. konflikt „kęs nie do strawienia” uderza w całą rodzinę, a w fazie zdrowienia da objawy biegunki.
katarJednym z objawów przeziębienia  jest katar, który wiąże się z przeżyciem konfliktu „coś mi tu śmierdzi”, który może zostać przeżyty dosłownie, lub w przenośni – np. „cała ta sytuacja mi śmierdzi”, „mam tego dosyć”.
(Na marginesie: David Munnich w swoim filmie pt. “5 Praw Natury – dokumentacja” mówi również o konflikcie związanym z węszeniem „nie móc czegoś zwęszyć, przewidzieć”).
Podczas aktywności tego konfliktu ubywa błony śluzowej nosa (tzw. owrzodzenie) – objawy te nie są zauważalne. W fazie zdrowienia, kiedy błona śluzowa jest odbudowywana pojawia się obrzęk, katar (zdrowienie zawsze odbywa się w płynnym środowisku), bóle głowy, zmęczenie, podwyższona temperatura – to typowe objawy fazy zdrowienia. Jeśli objawy przeziębienia są ciężkie wtedy mówi się o „grypie”.
Wpływ na to dlaczego przeżywamy (lub nie) pewne typy konfliktów w zależności od tego jaki region ziemi zamieszkujemy mogą mieć wpływ czynniki klimatyczne, kulturowe, polityczne, socjalne lub ekonomiczne, np. większy współczynnik zachorowania na raka piersi u kobiet z zachodu w porównaniu z kobietami z Chin ma swoje uzasadnienie w większym wskaźniku rozwodów i przeżyciu konfliktu rozłąki u tych pierwszych, a nie jak się sugeruje nieprawidłową dietą.
Dotkliwe konflikty biologiczne mogą uderzyć w człowieka, społeczeństwo lub też nawet całą populację jak to np. działo się podczas wojen czy kryzysów ekonomicznych. To co było nam mówione, że było epidemią chorób zakaźnych, wcale nią nie było, była to faza zdrowienia z tych samych konfliktów przez którą przechodziły wybrane regiony świata.
Powyższe wyjaśnia sprawę tzw. epidemii „hiszpańskiej grypy” w 1918 roku, lub też epidemię gruźlicy płuc po I-szej Wojnie Światowej, podczas której miliony ludzi przeżyło konflikt „strachu o rewir”, który dotknął ich oskrzela i powodował potencjalnie śmiertelne zapalenie płuc podczas fazy zdrowienia; jak również konflikt „strachu przed śmiercią”, w który zaangażowane były pęcherzyki płucne powodujące guzy w płucach, które nie były wykrywalne w fazie aktywnej konfliktu. Zakończenie I-szej Wojny Światowej spowodowało masowe przejście całych populacji w fazę zdrowienia, co faktycznie mogło wyglądać jak pandemia, a mówiąc dokładniej – dwie pandemie.
W tamtym czasie biedy i niedostatku niewiele osób przetrwało. Podczas zdrowienia pęcherzyków płucnych z raka płuc prątki gruźlicy rozkładają guza. Jest on wydalany z organizmu wraz z plwociną. Wydzielina gruźlicza jest bogata w proteiny, które są wydalane podczas fazy zdrowienia dając objawy mokrego kaszlu z wydzieliną. Niezbędne jest w tym czasie uzupełnianie utraty protein jedzeniem bogatym w białko, ponieważ niedobór protein może spowodować poważne komplikacje.
Jest to niezwykle ważne we wspieraniu procesu zdrowienia, ponieważ niektórzy pacjenci z rakiem, którzy są na diecie surowej, albo diecie sokowej itp. stają się coraz słabsi i słabsi, a głównym powodem tego stanu jest utrata białka. To dlatego dieta bogata w proteiny jest tak ważna podczas fazy zdrowienia, w których następuje wydalanie białka.
Z powodu ogólnego ubóstwa spowodowanego kryzysem ekonomicznym po I-szej Wojnie Światowej większość społeczeństwa nie mogła pozwolić sobie na dietę bogatą w białko – tak niezbędne organizmowi podczas tej ciężkiej fazy zdrowienia. Tylko ci, których stać było na odpowiednie odżywianie mogli przetrwać, biedota nie miała żadnych szans.
To samo można powiedzieć o dzisiejszych epidemiach gruźlicy (i również dotyczy to AIDS) w Afryce i Azji. Te epidemie nie są spowodowane prątkami gruźlicy, nie mówiąc już o HIV, ale są rezultatem strachu spowodowanego sytuacją polityczną, socjalną i ekonomiczną w tych krajach. To, co ci ludzie potrzebują to spokój oraz dobre odżywianie się, a nie wojny, szczepionki i leki.
W roku 1944 po raz pierwszy wprowadzono antybiotyki do leczenia pacjentów gruźliczych. Skutkiem działania antybiotyków było niszczenie bakterii, które rozkładają guzy. W latach następnych nastąpił wielki sukces leków przeciwgruźliczych. Zatrzymywały „chorobę”, ale wyniszczyły też pożyteczne bakterie i tak guzy powstałe w wyniku przeżycia konfliktu „strachu przed śmiercią” podczas II-giej Wojny Światowej nie mogły już być rozłożone przez bakterie – gdyż tych po prostu nie było w organizmie. Rezultatem tego było otorbienie się guzów, które pozostawały w płucach.
Jednak podczas rutynowego badania RTG, nawet wiele lat od zakończenia fazy zdrowienia, te otorbione guzy są wykrywane i widoczne na prześwietleniu.
Oto jak rak płuc stał się najbardziej popularnym rakiem. I nie ma to nic wspólnego z paleniem.

–> zobacz wykład Caroline Markolin “Wirus mania”

–> zobacz relację nt. gruźlicy płuc

***********************************
Artykuł jest tłumaczeniem ze strony: http://learninggnm.com/documents/infectious_diseases.html

Otagowany , , .Dodaj do zakładek permalink.

8 odpowiedzi na „Choroby infekcyjne

  1. 5 Praw Natury mówi:

    Nadesłane komentarze:
    Piotr z Poznania:
    Witam.Cieszę się że został poruszony temat infekcji. Zapoznaję się z germańską medycyną już od wielu miesięcy, przeczytałem i obejrzałem na jej temat chyba wszystko co udało mi się znaleźć. Sercem jestem przy germańskiej jednak rozumowo nie do końca potrafię zaakceptować, właśnie z powodu wątpliwości związanych z tematem zakażeń i infekcji. Dokładnie na te same wątpliwości co u siebie trafiam u znajomych z którymi próbuję o germ medyc. rozmawiac co wiąże się z ich niechęcią do dalszego wgłębiania się w temat.
    Weźmy na tapetę ospę wietrzną lub kążdą inną chorobę która występuje tylko raz w życiu . Jaki specyficzny DHS powoduje ospę, że już nigdy w życiu się nie powtarza ?. Czym jest dla Germańskiej coś co zwykle nazywa się w takich przypadkach nabytą odpornością?. Jeżeli ospę wywołuje jakiś DHS to jak to jest że z reguły dzieci chorują na nią po kolei a nie jednocześnie. Moja 7-mio letnia córka zachorowała latem na ospę, półtoraroczny syn zachorował dokładnie dwa tygodnie później ,naprawdę ciężko jest uwierzyć że półtoraroczny chłopiec który jeszcze nie umie mówić przeżył dokładnie ten sam specyficzny DHS co jego 7-mio letnia siostra. A możę były to dwa takie same konflikty w odstępie dwóch tygodni? W to byłoby jeszcze trudniej uwierzyć biorąc pod uwage ich jednorazowość.
    Inny temat to rola odżywiania w profilaktyce chorób. Przez kilkanaście ostatnich lat, a w zasadzie odkąd pamiętam bardzo często zapadałem na typowe infekcje, bóle gardła ,grypy.
    Każdego roku chorowałem 5 do 6-ciu razy. Gdyby te choroby były wynikiem jakiegoś DHS-u to żadne witaminy nie powinny im zapobiegać, i faktycznie przez lata testowałem na sobie różne witaminy i środki i nic nie pomagało. Dwa lata temu przeczytałem artykuł o korzystnym wpływie witaminy D na odporność i o tym jak duże jej niedobory mają Europejczycy.
    Zacząłem się suplementować dość dużymi dawkami. Od tego momentu moje problemy minęły jak ręką odjął. Z wyjątkiem tego że zbiegło się to z przyjściem na świat mojego drugiego dziecka mogę rzetelnie powiedzieć że nic poza tym w moim życiu się nie zmieniło.
    Następny niezrozumiały temat to choroby weneryczne. Weźmy taką kiłę. Oficjalnie uważa się że zarażenie następuje przez bezpośredni kontakt z osobą zarażoną i polega na przekazaniu bakterii kiłowych tzw. krętków bladych. Jeżeli według germ. medyc. mikroby nie przekazują chorób to czy to oznacza że można zachorować na kiłę współżyjąc ze zdrową osobą , lub w ogóle nie mając z taką osobą kontaktu ? Czy znamy i możemy potwierdzić takie przypadki? A jeżeli możemy zachorować na kiłe nie mając kontaktu z chorym, to skąd się w nas biorą bakterie kiłowe, czy wszyscy mamy je w sobie ? .A jeżeli ich w sobie nie mamy to czy nieświadome ich przejęcie od dawcy może tę chorobę wywołać? Jeśli tak to na jakiej zasadzie? Przecież efekt psychologiczny raczej nie powinien zadziałać, bo jak ktoś decyduje się na kontakt seksualny z drugą osobą to zakłada że jest zdrowa.
    Następna wątpliwość dotyczy zagadnienia broni biologicznej. Jeżeli mikroby nie przenoszą chorób to czy to oznacza że jak nakarmię nieświadomego niczego człowieka pożądną porcją bakterii wąglika to nic mu się nie stanie. Oficjalnie nauka mówi że zwierzęta laboratoryjne padają po trzech dniach od wziewnego podania wąglika. Na terenie Rosji, w Swierdłowsku jak wąglik wydostał się z fabryki broni biologicznej na ludność cywilną to umarło68 osób z 79 zarażonych. Pytam się gdzie tu jest prawda? Jeśli to nie bakterie powodują te zgony to jaki DHS ich uśmierca?
    Kolejny temat to wspomniana pandemia hiszpanki . Jeżeli hiszpanka po 1-szej wojnie światowej była wywołana jakimś konfliktem to dlaczego nie wystąpiła również po drugiej wojnie która była jeszcze dłuższa i bardziej krwawa? Czyżby w czasie 2-giej wojny światow. nie istniały konflikty typu strach o rewir? Naprawdę ciężko w to uwierzyć.Współczesna medycyna ma na to prostą i logiczną odpowiedź: po prostu wirus w populacji wyginął lub zmutował na mniej złośliwy. Czy germ. medec. potrafi udzielić równie logicznej odpowiedzi ?
    Równie ciężko jest pojąć co za specyficzne problemy wywołały czarną ospę setki lat temu że już się w zasadzie nie powtarzają.
    Kolejna wątpliwość dotycząca mikrobów. Jeśli to nie one przenoszą choroby to jaki jest sens zachowywania sterylnej czystości w szpitalach, dlaczego rany ulegają zakażeniom, jaki jest tego mechanizm?
    I na koniec zagadnienie sezonowości chorób. Nawet jeśli można powiedzieć że drobne infekcje, anginy czy bóle gardła zdarzają się przez cały rok, to faktem niezaprzeczalnym jest że ciężkie objawy nazywane potocznie grypą mają miejsce prawie wyłącznie w miesiącach zimowych. Sam na grypę padłem może z 7 razy w życiu i zawsze było to w tej chłodniejszej połowie roku. O co tu chodzi? Jeszcze u dzieci można by to tłumaczyć początkiem okresu szkolnego ale u dorosłych ? Trudno jest uwieżyć że jakiś konflikt występuje tylko jak jest zimno, więc jaki mechanizm według germańskiej tu działa?

    To tylko kilka nasuwających się bardzo szybko wątpliwości które utrudniają przyjęcie całej germańskiej medycyny za pewnik. Tym bardziej jestem rozdarty gdy widzę że niektóre rzeczy się sprawdzają. Córka przez cały rok męczyła się z zapaleniem oskrzeli ,żadne antybiotyki i sterydy nie pomagały. Syn w tym samym czasie cierpiał na zapalenie uszu, bardzo go bolało i chcieli mu wycinać migdałek. U obojga wszystkie problemy nagle się skończyły gdy odstawiliśmy wszystkie leki i przeszliśmy na dietę bezglutenową, bezmleczną i bezjajeczną- uważam że jest to na plus germańskiej, przynajmniej widać że takie objawy nie muszą być wywołane przez bakterie czy wirusy. Mam również kilka innych obserwacji na plus.
    Ludzie poważnie traktują swoje zdrowie , jeśli mają dokonać w swoim życiu rewolucji zdrowotnej przyjmując germańską medycynę to trzeba im dokładnie wyjaśnić wszystkie drobne mechanizmy powodujące rozsiewanie się chorób, czyli trzeba rozebrać na części pierwsze chociażby te wątpliwości które podałem powyżej. Powiedzenie tylko że to nie mikroby a konflikty są powodem choroby jest zdecydowanie zbyt ogólnikowe i nie wystarczy żeby uzyskać pewność.
    Przepraszam że tak się rozpisałem, ale chciałem podzielić się tym co mi leży na sercu z osobami które siedzą w temacie. Mam nadzieję że ten tekst nie trafi do kosza , i że ktoś rzetelnie się do niego odniesie. Pozdrawiam.

    Naturka:
    Piotrze z Poznania, podzielę się tym, co sama rozumiem z niektórych, poruszonych przez Ciebie tematów.
    Sezonowość zimową chorób infekcyjnych tłumaczyłabym występowaniem dwóch, ważnych świąt: 1 listopada i 25-26 grudnia. Wbrew pozorom człowiek łatwo łapie konflikty na łonie rodziny, albo odtwarza scenariusze swoich przeżyć konfliktowych z dzieciństwa /szyny, recydywa/. A dzieci, jeśli mają zadowoloną mamę i zrelaksowanego tatę, nie mają powodów do konfliktów. Gdy rodzice są przemęczeni, np. przygotowaniem do Świąt, fukający, sfrustrowani, wrzeszczący, to dzieci łapią konflikty masowo.
    Co do pandemii grypy po I wojnie światowej i jej braku po II, myślę, że trzeba wziąć pod uwagę realia tamtych czasów, specyfikę i zakres działań wojennych oraz użytej broni. Prawdopodobnie Ci co przeżyli „strach o rewir” w czasie II W.Ś. po prostu nie przeżyli wojny. Chociaż z drugiej strony po II W.Ś i w jej trakcie było wiele zachorowań na koklusz, czyli krztusiec: „ostra choroba zakaźna układu oddechowego, charakteryzująca się nawracającymi napadami kaszlu i przedłużającą się dusznością” – Wikipedia.
    W kwestii odżywiania widzę taką zależność, mówi o niej Caroline Markolin. Potrzebujemy, zdrowego, organicznego, nieprzetworzonego przemysłowo jedzenia, aby mieć dość energii, gdy ją mamy, dobrze się czujemy, jesteśmy mocni, stabilni, a tym samym mniej podatni na „konflikty”. Jeśli jesteśmy akurat w fazie zdrowienia, to szybciej i skuteczniej wracamy do zdrowia. Jest takie przysłowie „Polak głodny, to Polak zły” Myślę, że ciało może być „głodne” różnych produktów. Twoje ciało mogło mieć akurat zapotrzebowanie na wit.D. Dlaczego? Tego nie wiemy, bo niewiele jeszcze wiemy o wpływie pożywienia na nasz organizm w świetle 5 biologicznych praw. Nikt dotąd takich badań nie prowadził. Pole dla dietetyków i specjalistów od żywienia jest tu wielkie. Wiemy jednak, że są substancje, które organizm pobudzają /kawa, wit.C, cukier/ i takie, które uspokajają /mleko/. Może i wit.D, należy do tych ostatnich?
    W Twojej sytuacji stawiałabym jednak na dziecko, nie na witaminę. Narodziny dziecka, to wielkie wydarzenie, nie tylko dla kobiety! Człowiek w takiej chwili przewartościowuje wiele spraw, zmienia podejście i automatycznie odpuszcza różne bzdury, które wcześniej były ważne i dlatego konfliktogenne. Dziecko, nawet drugie, a może tym bardziej drugie, sprawia, że wiele problemów traci na ostrości. Zmieniają się priorytety.
    Jeśli chodzi o zdrowienie dzieci po odstawieniu nabiału, z punktu GNM widzę to tak. Nabiał jest bardzo wygodnym, zdrowym , łatwym i szybkim w obróbce produktem. Można powiedzieć, że KRÓLUJE na naszych stołach. Dlatego bardzo łatwo staje się „muzyką towarzyszącą” różnych konfliktów przeżywanych przez dzieci. One bardzo łatwo reagują na różnego rodzaju, nawet drobne sprzeczki rodziców, ich krzyki, czy utarczki między sobą, często właśnie przy jedzeniu. My dorośli mamy także często tendencję do wmuszania w dzieci zdrowych produktów lub “zachęcania” w stylu: zjedz jeszcze troszeczkę, bo nie będzie deseru /mówię tu też o sobie/. Nasza kuchnia, niestety, może być bardzo stresogennym polem. Tak więc, odstawienie wszystkich: danonków, jogurtów, twarożków, kefiru, mleka i innych, sprowadza się po prostu do usunięcia szyn lub punktów zapalnych wielu konfliktów. Gdyby chodziło rzeczywiście o negatywne działanie mleka, jak się twierdzi z powodu: kazeiny, czy laktozy, to objawy nietolerancji, bądź szkodliwości powinny być jednorodne. A jednak dzieci „po nabiale” mają tak różne dolegliwości jak różnorodne są konflikty biologiczne: od skórnych porzez trawienne aż po grypowo-infekcyjne.
    Co się tyczy znajomych, z doświadczenia wiem, że nie warto angażować się w przekonywanie. Jeśli ktoś nie czuje germańskiej, to Twoje najlepsze argumenty na nic się zdadzą. Nakarmisz nimi jedynie cudze ego. Stracisz jeszcze czas, energię a może i zapał. Lepiej samemu cieszyć się tym, co się już wie. Pozdrawiam

    5 Praw Natury:
    Piotr – wątpliwości co odkrycia dr Hamera miał pewnie każdy z nas, z czasem ta wiedza się klaruje, wyjaśnia.
    Właśnie te wątpliwości weryfikują, nie tylko i wyłącznie dostarczona na tej, czy oficjalnej stronie GNM wiedza, ale przede wszystkim własne doświadczenia i obserwacje.
    Nie trzeba wszystkiego od razu przyjmować jako pewnik, trzeba samemu badać i sprawdzać.
    Piszesz, że próbujesz tą wiedzę przekazywać, a znajomi mają wątpliwości. No cóż… takie jest prawo każdej żyjącej istoty – mieć wątpliwości, mieć swoje własne zdanie. Bo na czym opiera się nasza prawda? Mianowicie na zaczerpniętej wiedzy, doświadczeniu, obserwacjach. A przecież nie każdy idzie w tym samym kierunku, nie każdy patrzy i widzi to samo. My nikogo nie namawiamy, że ma uwierzyć w odkrycie dr Hamera, sami badamy tą sprawę i sprawdzamy jego słuszność obserwując siebie oraz najbliższych. Mnie osobiście odkąd znam GNM nie zdarzyła się sytuacja, kiedy to “zachorowanie” nie było poprzedzone mniejszym lub większym DHS-em.
    Jak dotąd tylko GNM potrafi odpowiedzieć na pytanie dlaczego dany objaw pojawia się na wybranym narządzie/tkance w ściśle określonym czasie.
    Nie będę rozwijać kwestii suplementów, diety, gdyż nie o tym jest ta strona. Każdy z nas stosuje wybrane przez siebie działania prozdrowotne. W przypadku diety po pierwsze w grę wchodzi podświadomość, która od momentu podjęcia decyzji programuje nas na bycie zdrowym, a po drugie – organizm odpowiednio odżywiony, zaopatrzony we właściwy budulec lepiej, łatwiej i szybciej realizuje procesy naprawcze.
    Jest jeszcze kwestia, o której pisze Naturka – mianowicie konkretne potrawy powiązane z jakimś przeżyciem (szyna).

    “Jaki specyficzny DHS powoduje ospę, że już nigdy w życiu się nie powtarza?”

    DHS, który powoduje ospę to “rozłąka” (niechciany dotyk). Dla mnie logiczne jest, że kiedy dziecko z objawami ospy zostaje przyuważone przez panią przedszkolankę i rozpoczyna się panika, izolacja i straszenie zdrowych dzieci to te zdrowe – bardzo szybko “łapią konflikt” rozłąki z tym chorym. Widziałam w przedszkolu mojej córki jak reagują panie na hasło “ospa”. One bez żenady głośno informują każdego o ospie, straszą rodziców i dzieci, wywieszają komunikaty ostrzegawcze na tablicy. A przecież siła sugestii ma ogromną moc!
    Nie każdy jednak “zaraża” się ospą. Mój syn miał objawy ospy, a córcia nie. Córka dopiero dwa lata później w przedszkolu z powodu nagonki i straszenia podłapała konflikt, który w zdrowieniu dał ospę.
    To, że Pana półtoraroczny syn zachorował na ospę i przeżył taki sam konflikt jak Pana córka – wcale mnie nie dziwi. DHS to konflikt biologiczny, może go przeżyć już dziecko, które jest w łonie matki! Proszę przejrzeć nasz blog – była mowa o tych konfliktach.
    Ospa wcale nie występuje tylko raz w życiu, tak mówią nam lekarze, jednak historia zachorowań mówi co innego. Proszę poczytać na internecie – takich przypadków jest całkiem sporo. Na tym forum są takie przykładowe wpisy: http://www.housemd.fora.pl/medycyna,19/ospa-wietrzna-dwa-razy,3725.html http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3166323 . Okazuje się, że nawet jak ktoś ma drugi raz w życiu ospę, to lekarz nie chce w to uwierzyć.

    Kiłą się do tej pory nie zajmowałyśmy – może pan sam spróbować znaleźć odpowiedź na to pytanie i się z nami podzielić. Wcześniejsze standardowe leczenie kiły rtęcią jest prawdopodobnie odpowiedzialne za straszne objawy w trzecim etapie kiły. Krętki blade powodujące kiłę i bakterie powodujące trąd prawdopodobnie zostały przyniesione podczas wypraw krzyżowych ze strefy cieplejszego klimatu – były niekompatybilne z organizmami ludzi z klimatu umiarkowanego.

    “A jeżeli możemy zachorować na kiłe nie mając kontaktu z chorym, to skąd się w nas biorą bakterie kiłowe, czy wszyscy mamy je w sobie ? .A jeżeli ich w sobie nie mamy to czy nieświadome ich przejęcie od dawcy może tę chorobę wywołać? Jeśli tak to na jakiej zasadzie? Przecież efekt psychologiczny raczej nie powinien zadziałać, bo jak ktoś decyduje się na kontakt seksualny z drugą osobą to zakłada że jest zdrowa.”

    Niekoniecznie, jeśli podczas kontaktu np. kobieta przeżyje konflikt to bakterie, które zostały przekazane podczas kontaktu, później w zdrowieniu z tego konfliktu mogą dać objawy wybranej choroby wenerycznej (np. wirus HPV).
    cyt.

    “Kolejny temat to wspomniana pandemia hiszpanki . Jeżeli hiszpanka po 1-szej wojnie światowej była wywołana jakimś konfliktem to dlaczego nie wystąpiła również po drugiej wojnie która była jeszcze dłuższa i bardziej krwawa? Czyżby w czasie 2-giej wojny światow. nie istniały konflikty typu strach o rewir? Naprawdę ciężko w to uwierzyć.Współczesna medycyna ma na to prostą i logiczną odpowiedź: po prostu wirus w populacji wyginął lub zmutował na mniej złośliwy. Czy germ. medec. potrafi udzielić równie logicznej odpowiedzi?”

    Jak najbardziej istniały – ale przypomnę, że po II wojnie światowej była epidemia gruźlicy czyli rozwiązanie konfliktu “strachu przed śmiercią”, a grypy i zapalenia płuc także się zdarzały, można sięgnąć do źródeł historycznych i próbować samemu zgłębić temat – np. przeczytać raport rotmistrza Pileckiego http://www.polandpolska.org/dokumenty/witold/raport-witolda-1945.htm

    Hiszpanka w ujęciu historycznym wygląda nieco inaczej niż to co powtarzane jest po tysiąckroć w mediach – http://www.polityka.pl/historia/299519,1,hiszpanka-byla-amerykanka.read

    Kolejna wątpliwość dotycząca mikrobów. Jeśli to nie one przenoszą choroby to jaki jest sens zachowywania sterylnej czystości w szpitalach, dlaczego rany ulegają zakażeniom, jaki jest tego mechanizm?

    W ranach chodzi o to, że albo goją się przy udziale dostępnych w organizmie mikrobów, albo wykorzystują te, które “dostępne” są w szpitalu. Jeśli chodzi o konflikt to jest to: “konflikt ataku, zranienia, oszpecenia”, albo naprawa uszkodzonej tkanki łącznej przez bakterie w procesie zdrowienia.

    I na koniec zagadnienie sezonowości chorób. Nawet jeśli można powiedzieć że drobne infekcje, anginy czy bóle gardła zdarzają się przez cały rok, to faktem niezaprzeczalnym jest że ciężkie objawy nazywane potocznie grypą mają miejsce prawie wyłącznie w miesiącach zimowych. Sam na grypę padłem może z 7 razy w życiu i zawsze było to w tej chłodniejszej połowie roku. O co tu chodzi? Jeszcze u dzieci można by to tłumaczyć początkiem okresu szkolnego ale u dorosłych ? Trudno jest uwieżyć że jakiś konflikt występuje tylko jak jest zimno, więc jaki mechanizm według germańskiej tu działa?

    A czy słyszał Pan o najprostszym i najskuteczniejszym lekarstwie w dziejach – PLACEBO? Czemu umierający pacjent, któremu podano dopiero co odkryte cudowne lekarstwo, a w rzeczywistości było to placebo, zdrowieje? Takie jest właśnie działanie placebo…. A co jest jego podstawą? Wiara! I nie chodzi tu o nadzieję, przekonanie, a o 100% wiarę, że coś mi pomoże.
    Na tej zasadzie bazują też współczesne media, wypowiedzi naukowców, lekarzy (opłacanych przez firmy farmaceutyczne) – budują stan zbiorowej świadomości – ta świadomość natomiast budowana jest na strachu i tworzeniu różnych historii. W przypadku grypy dzieje się to już od września. Jesteśmy programowani, że oto rozpoczął się sezon zachorowań na grypę.Ludzie naprawdę w to wierzą i panicznie boją się zachorowań, niektórzy z każdym objawem biegną do lekarza, który też notabene jest pod presją – ale presją stawiania diagnozy pt. grypa.
    Poza tym działają jeszcze szyny i recydywy typu “jak przemarzniesz to się przeziębisz”, “jak przewiejesz szyję to będziesz miał anginę”, “uważaj z wdychaniem zimnego powietrza” itd…..
    Polecam zapoznanie się z artykułem J.Jaśkowskiego dot. grypy, szczepień i epidemii. http://wolnemedia.net/zdrowie/sezon-na-leszcza-czyli-jak-oskubac-spoleczenstwo-na-szczepionke/

    Musimy zdawać sobie sprawę, że jesteśmy wprowadzani w błąd. To, co stanowi paradygmat naukowy czasem łatwo może być podważone, np.

    “Robert Koch – niemiecki uczony, lekarz i bakteriolog, odkrywca bakterii wywołujących wąglika, cholerę, guźlicę. Koch opracował teorię zarazków chorobotwórczych po tym, jak udało mu się zidentyfikować odpowiedzialną za wywoływanie cholery bakterię z grypy przecinkowców – nazwaną przez niego vibrio cholerae. Teoria Kocha miała swoich sceptyków, z których jeden – Max Von Pettenkofer był tak mocno przekonany, że owa bakteria nie jest przyczyną choroby, iż publicznie wypił szklankę wody z tymi bakteriami, żeby udowodnić ich nieszkodliwość. Z niewyjaśnionych powodów nie zachorował. Na próżno się starał, gdyż fachowcy i tak uznali, że się mylił. Najbardziej znamienne w tej fascynującej historii jest to, że nauka odrzuciła wynik eksperymentu tego śmiałka, nie zadając sobie trudu zbadania przyczyny jego widocznej odporności na chorobę. Prawdopodobnie przyczyną tą była niezachwiana wiara w słuszność własnych przekonań. Naukowcom było o wiele łatwiej potraktować ten incydent jako irytujący wyjątek, niż zmienić zasady, które wcześniej sformułowali” – ten fragment jest z “Przeskoku ewolucyjnego” Bruca Liptona – polecam tę książkę. Autor dogłębnie analizuje proces programowania nas już od narodzin oraz przytacza mnóstwo ciekawych przypadków jak ten powyżej.

    Piotr z Poznania:
    Dziękuję za odzew.
    Co do ospy, owszem zdarza się czasem więcej niż raz w życiu, ale nadal są to tylko wyjątki. Chyba nie można zaprzeczyć że zdecydowana większość ludzi choruje jednak
    tylko raz a przypadki wielokrotnego zachorowania budzą ogólne zdziwienie nawet u lekarzy,
    co jeden z przytoczonych linków zdaje się potwierdzać.
    W świetle przytoczonej przez GNM –wrocław odpowiedzi że jest to konflikt rozłąka czy niechciany dotyk nadal dziwna mi się wydaje ta zazwyczaj jednorazowość choroby ponieważ rozłąka wydaje mi się być raczej często występującym problemem u dzieci ( przynajmniej moich). Samo separowanie i tym podobne reakcje występują u dzieci wielokrotnie przy infekcjach , grypach itd. a jednak nie powodują ponownego wystąpienia ospy. Po przemyśleniu biorę pod uwagę 3 możliwości:

    1. Jednak konwencjonalna medycyna ma rację ( chociaż też nie daje zadowalającej odpowiedzi na pytanie dlaczego na grypę można chorować często a na ospę nie, czyli dlaczego jedne wirusy niby nieustannie mutuję a inne nie).
    2. Istnieje w germańskiej jakaś specyficzny bardzo rzadko wystepujący konflikt przeżywany
    głównie przez dzieci lub rzadkie połączenie dwóch różnych konfliktów wywołujące takie objawy.
    3. Istnieje jakiś mechanizm który uodparnia nas na ponowne odchorowanie powtarzającego się takiego samego konfliktu a jeśli objawy się powtarzają oznacza to że konflikt nigdy nie został rozwiązany i jesteśmy na szynie. Czyli, jeżeli po określonym wydarzeniu będącym DHS-em przejdziemy i zakończymy fazę zdrowienia, to dokładnie takie samo wydarzenie drugi raz już nie
    „załączy” SBS . Nie wykluczam że ktoś jakimś przykładem szybko tę opcję obali.
    Przykład z mojego życia. Parę miesięcy temu mój 2 letni syn nagle zaczął wyć z bólu(od jakiegoś czasu miał problem z uszami)żona wylądowała z nim w szpitalu. Ja przeżywałem sytuację na bieżąco ale niestety musiałem być w pracy. Przekłuto mu uszy żeby wydzielina znalazła ujście, naprawdę sporo mu tego wyciekło. Był to dla mnie i dla żony naprawdę duży stres. Pieć dni później
    budzę się z bólem gardła który rozwinął się w ogólnoustrojową tzw infekcję która trwała 3 dni i którą bez problemu przechodziłem .Żona rozchorowała się dzień później ale nieco poważniej (objawy grypowe)i musiała odleżeć kilka dni w łóżku. Pomyślałem sobie wtedy – kurcze, germańska medycyna działa! Byłem bardzo podekscytowany. ALE ! Miesiąc później podobne zdarzenie z 7-mio letnią córką tylko objawy inne- bóle brzucha i gorączka. Ód razu najgorsze wizje-wyrostek robaczkowy, ból nie mija pomimo podania środków przeciwbólowych-jedziemy do szpitala. W szpitalu nic nie stwierdzili, kazali obserwować. Ból minął, jest dobrze. Stres był może trochę mniejszy i mniej nagły-wszystko było trochę bardziej rozciągnięte w czasie. Myślę sobie no dobrze, teraz trzeba to będzie odchorować- tak jak ostatnio.
    I co? I nic. Zero dolegliwości jak dotąd.

    Co do oddziaływania suplementów , przytoczony przez GNM –wrocław artykuł J. Jaśkowskiego zawiera też wzmianki o zależności pomiedzy spożyciem witaminy D a zachorowalnością na grypę więc chyba coś jest na rzeczy, ale faktycznie ta zależność nie musi podważać germańskiej medycyny.

    Wracając do tematu zakażeń ,czegoś nie rozumiem. To ładnie brzmi że mikroby biorą udział w zdrowieniu ran, moje pytanie brzmi dlaczego gdy się je zostawi w spokoju, czasem do tego wyzdrowienia jednak nie dochodzi. Znam dwa przypadki. Pierwszy-mężczyzna przewrócił się na motorze i zranił w nogę, rana nie była duża i nie wyglądała groźnie. Człowiek zmarł w wyniku zakażenia organizmu przez ranę- tak stwierdzili lekarze. Przypadek drugi- mężczyzna uderzył się w brzuch styliskiem od łopaty,coś mu w środku pękło ale tego nie czuł więc do szpitala nie pojechał. Również zmarł po kilku dniach. Lekarze stwierdzili że doszło do rozległego zakażenia wewnątrz jamy brzusznej. Normalnie z tego co wiem takie zakażenia leczy się antybiotykami-tutaj nikt mikrobom żadnymi lekarstwami nie przeszkadzał w zdrowieniu. Co poszło nie tak? Ludzie od zakażeń umierają od wieków, dlaczego?

    Jeśli chodzi o sezonowość chorób otrzymałem odpowiedź że może to być wynikiem konfliktów na łonie rodziny lub innych przeżyć w trakcie różnych świąt. Jest tu dla mnie tylko jeden problem. Niektórzy ciężko
    przechodzą grypę a z tych niektórych jeszcze niektórzy umierają z powodu powikłań. Jest to rzadkość , ale jest. Cieżko jest uwierzyć że ktoś musiał umrzeć, bo się w święta popstrykał z teściową. Czy nie uważacie że reakcja organizmu na przeżyte konflikty jest nieco przesadna? O wiele łatwiej byłoby uwierzyć że konflikt wystąpił kilka miesięcy wcześniej, był przez cały czas w fazie aktywnej po czym w święta nastąpiło rozwiązanie i rozpoczęła się faza zdrowienia.
    Chodzi mi o to, że to wszystko musi mieć ręce i nogi. Z przytoczonego linku o hiszpance wynika że pomimo milionów ofiar śmiertelność wynosiła tylko kilka procent. Czyli należy założyć że również cześć wracających z frontu żołnierzy przeszła tę chorobę i ją przeżyła. Nie może być tak, że niedożywiony żołnierz po wielkiej traumie wojennej przeżył hiszpankę, podczas gdy współcześnie jakiś człowiek umiera w wyniku powikłań pogrypowych bo się pokłócił przy wigilijnym stole. Dla mnie to się nie trzyma kupy.
    Z drugiej strony przykład z moimi dziećmi który podałem trochę wyżej mógłby wskazywać na to że nawet kilku godzinny silny stres może położyć człowieka do łóżka na kilka dni z objawami grypowymi.

    5 Praw Natury:
    “Co do ospy, owszem zdarza się czasem więcej niż raz w życiu, ale nadal są to tylko wyjątki. Chyba nie można zaprzeczyć że zdecydowana większość ludzi choruje jednak tylko raz a przypadki wielokrotnego zachorowania budzą ogólne zdziwienie nawet u lekarzy, co jeden z przytoczonych linków zdaje się potwierdzać”

    Budzi to zdziwienie u lekarzy, bo nie mają wytłumaczenia dlaczego tak jest. Skoro nie wiedzą, bo przecież na uczelniach uczą ich, że ospę przechodzi się tylko raz w życiu, to mogą tylko się dziwić. To kolejny przykład na ignorancję medycyny.
    Jeśli chodzi o ospę i fakt, że najczęściej choruje się na nią tylko raz to jest to dobry przykład na to jak działa zbiorowe programowanie społeczeństwa. Mówi się nam, że zachorujemy na nią tylko raz w życiu, po jej odchorowaniu dostajemy komunikat, że już więcej się to nam nie przydarzy. Jeśli chodzi o osoby dorosłe, które nie miały styczności z ospą to ta zasada ma również do nich zastosowanie. Mój syn dostał objawów ospy na Sylwestra parę lat temu. Byliśmy w lesie w leśniczówce, było tam ok. 30 osób. Jeden dorosły nie chorował nigdy na ospę i widziałam jego reakcję na objawy ospy u mojego syna – strach, noi te komentarze znajomych – “no tak teraz to już na pewno zachorujesz, podłapiesz ospę”.
    Świetny przykład jak to działa opisany jest w książce B. Liptona pt. “Przeskok ewolucyjny”
    “W Japonii przeprowadzono eksperyment, w którym dzieciom uczulonym na trującą roślinę z rodzaju bluszczy natarto jedno przedramię liściem tej rośliny. Dla porównania drugie przedramię natarto liściem o podobnym kształcie, należącym do innego, nieszkodliwego gatunku roślin. Tak jak można się było spodziewać prawie u wszystkich dzieci pojawiła się wysypka na ręce natartej zielem toksycznym, natomiast na drugiej ręce odczyn się nie pojawił.
    Dzieciom nie powiedziano jednego: liście celowo pozamieniano. Negatywna myśl o kontakcie z trującą rośliną wywołała wysypkę przy kontakcie z rośliną nieszkodliwą! Natomiast zetknięcie z rośliną rzeczywiście toksyczną w większości przypadków nie wywołało wysypki, gdy towarzyszyła mu myśl, że jest to nieszkodliwy obiekt kontrolny.

    “Istnieje w germańskiej jakaś specyficzny bardzo rzadko wystepujący konflikt przeżywany głównie przez dzieci lub rzadkie połączenie dwóch różnych konfliktów wywołujące takie objawy.”

    W Germańskiej nie istnieją konflikty, które przeżywają wyłącznie dzieci. Natomiast na pewno reagują na przełomowe wydarzenia w ich życiu, np. pojawienie się nowego rodzeństwa, przedszkole, szkoła, przeprowadzka, pobyt w szpitalu itp… Dr Hamer odkrył, że chodzi tu o biologiczne konflikty, które przeżywa każda istota ludzka niezależnie od narodowości, wieku, religii itp. Oczywiście te społeczno-religijne uwarunkowania mogą determinować typy przeżywanych konfliktów, np. w Afryce częsty może być konflikt “strach przed wygłodzeniem” – to oczywiście tylko przykład…

    “Istnieje jakiś mechanizm który uodparnia nas na ponowne odchorowanie powtarzającego się takiego samego konfliktu a jeśli objawy się powtarzają oznacza to że konflikt nigdy nie został rozwiązany i jesteśmy na szynie”

    Nawet jeśli konflikt zostanie rozwiązany to szyny mogą zostać. I to właśnie one powodują stan chroniczny, powtarzające się objawy jak np. katar, zapalenie ucha itp. Natomiast mechanizm, który nas “uodparnia” (ale nie w dotychczasowym rozumieniu) na ponowne przeżycie DHS-u to jest właśnie szyna, taki sygnał ostrzegawczy, żeby drugi raz już nie wchodzić w niebezpieczną sytuację, czyli – nie chodzić tam gdzie nas uderzył DHS.

    “Przykład z mojego życia. Parę miesięcy temu mój 2 letni syn nagle zaczął wyć z bólu(od jakiegoś czasu miał problem z uszami)żona wylądowała z nim w szpitalu. Ja przeżywałem sytuację na bieżąco ale niestety musiałem być w pracy. Przekłuto mu uszy żeby wydzielina znalazła ujście, naprawdę sporo mu tego wyciekło. Był to dla mnie i dla żony naprawdę duży stres. Pieć dni później
    budzę się z bólem gardła który rozwinął się w ogólnoustrojową tzw infekcję która trwała 3 dni i którą bez problemu przechodziłem .Żona rozchorowała się dzień później ale nieco poważniej (objawy grypowe)i musiała odleżeć kilka dni w łóżku. Pomyślałem sobie wtedy – kurcze, germańska medycyna działa! Byłem bardzo podekscytowany. ALE ! Miesiąc później podobne zdarzenie z 7-mio letnią córką tylko objawy inne- bóle brzucha i gorączka. Ód razu najgorsze wizje-wyrostek robaczkowy, ból nie mija pomimo podania środków przeciwbólowych-jedziemy do szpitala. W szpitalu nic nie stwierdzili, kazali obserwować. Ból minął, jest dobrze. Stres był może trochę mniejszy i mniej nagły-wszystko było trochę bardziej rozciągnięte w czasie. Myślę sobie no dobrze, teraz trzeba to będzie odchorować- tak jak ostatnio.
    I co? I nic. Zero dolegliwości jak dotąd.”

    Przecież DHS musi spełnić 3 kryteria (nagły, dramatyczny i przeżyty w izolacji) – w przypadku pierwszego opisanego przez Ciebie wydarzenia faktycznie tak zapewne było. Ale już przy drugiej chorobie córki – niekoniecznie – nie było przecież tego elementu zaskoczenia (bo to już druga wizyta w szpitalu), dramatyzmu i izolacji – córka wróciła do domu, byliście przy niej.

    “Wracając do tematu zakażeń ,czegoś nie rozumiem. To ładnie brzmi że mikroby biorą udział w zdrowieniu ran, moje pytanie brzmi dlaczego gdy się je zostawi w spokoju, czasem do tego wyzdrowienia jednak nie dochodzi. Znam dwa przypadki. Pierwszy-mężczyzna przewrócił się na motorze i zranił w nogę, rana nie była duża i nie wyglądała groźnie. Człowiek zmarł w wyniku zakażenia organizmu przez ranę- tak stwierdzili lekarze. Przypadek drugi- mężczyzna uderzył się w brzuch styliskiem od łopaty,coś mu w środku pękło ale tego nie czuł więc do szpitala nie pojechał. Również zmarł po kilku dniach. Lekarze stwierdzili że doszło do rozległego zakażenia wewnątrz jamy brzusznej. Normalnie z tego co wiem takie zakażenia leczy się antybiotykami-tutaj nikt mikrobom żadnymi lekarstwami nie przeszkadzał w zdrowieniu. Co poszło nie tak? Ludzie od zakażeń umierają od wieków, dlaczego?”

    Przypominamy, że GNM nie zajmuje się urazami. A opowiadania, że komuś, gdzieś się coś stało, bez konkretnych obiektywnych danych nie możemy skomentować. Jeżeli komuś coś „pękło” i nikt tego nie naprawił, to chyba nie możemy spodziewać się cudownego wyzdrowienia przy udziale mikrobów. Poza tym nawet jeżeli nawet „tak stwierdzili lekarze” – to nie znaczy, że powiedzieli prawdę, czasem tak tłumaczą swoją nieudolność.

    “Jeśli chodzi o sezonowość chorób otrzymałem odpowiedź że może to być wynikiem konfliktów na łonie rodziny lub innych przeżyć w trakcie różnych świąt”.

    To nie była odpowiedź, tylko jedna z wielu sugestii. Oprócz nerwowej rodzinnej atmosfery w czasie świąt, już od września rozpoczyna się sezon grypowy – i to jest główny program wpisywany w świadomość społeczeństwa. Należy też wspomnieć o powikłaniach poszczepiennych (szczepienia przeciwko grypie) przypominających grypę.

    “Jest tu dla mnie tylko jeden problem. Niektórzy ciężko przechodzą grypę a z tych niektórych jeszcze niektórzy umierają z powodu powikłań. Jest to rzadkość , ale jest.”

    Aby zamknąć temat grypy polecamy obejrzenie wykładu „Wirus mania”.

    “Ciężko jest uwierzyć że ktoś musiał umrzeć, bo się w święta popstrykał z teściową. Czy nie uważacie że reakcja organizmu na przeżyte konflikty jest nieco przesadna? O wiele łatwiej byłoby uwierzyć że konflikt wystąpił kilka miesięcy wcześniej, był przez cały czas w fazie aktywnej po czym w święta nastąpiło rozwiązanie i rozpoczęła się faza zdrowienia.”

    Kiedy lepiej poznajemy GNM i znajdujemy swoje DHS-y, to czasami ogarnia nas zdumienie, że z powodu pozornie błahych sytuacji może powstać poważny SBS. Wszystko zależy od naszej subiektywnej wrażliwości.
    “Z literatury medycznej można się dowiedzieć, że “wirus” ospy wietrznej powoduje półpaśćca, czyli możemy po przebyciu ospy wietrznej jeszcze wielokrotnie chorować…”

    Owszem z literatury medycznej można dowiedzieć się o tym, że “wirus” ospy powoduje półpaśćca, ale my – sympatycy GNM wiemy, że 🙂
    – ospa to program naskórka
    – a półpasiec to program skóry właściwej i konflikt “zbrudzenia, skalania, obrzydzenia”

  2. Barbara mówi:

    Panie Piotrze,
    chcę tylko dorzucić coś do tego tematu:
    >> Ospa wcale nie występuje tylko raz w życiu, tak mówią nam lekarze, jednak historia zachorowań mówi co innego. Proszę poczytać na internecie – takich przypadków jest całkiem sporo. Na tym forum są takie przykładowe wpisy: http://www.housemd.fora.pl/medycyna,19/ospa-wietrzna-dwa-razy,3725.html http://f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=3166323 . Okazuje się, że nawet jak ktoś ma drugi raz w życiu ospę, to lekarz nie chce w to uwierzyć.<<
    Otóż, mój starszy syn miał NIEWĄTPLIWIE dwukrotnie ospę wietrzną. Raz jako trzylatek – tylko kilka charakterystycznych pęcherzyków na granicy włosów i drugi raz – jako 9 latek – jako następny po swojej siostrze i dzieciach z sąsiedztwa. Ostatnią "ofiarą" byłam ja 😉
    Ale to jeszcze nie wszystko. Ode mnie (właściwie – od naszej trójki) "zaraziła się też moja koleżanka, lekarz stomatolog, którą znam b. długo, i która jakieś 10 lat wcześniej, na moich oczach przeszła ospę, twierdząc, ze to juz druga ospa w jej życiu. Nie uwierzyłam jej wtedy, myśląc, ze jako młoda studentka, ma bujną wyobraźnię lub chce wzbudzić sensację i zwrócić na siebie uwagę… 😉
    Tymczasem – to była juz trzecia ospa wietrzna w jej życiu. Tak więc twierdzenie, że przebycie "choroby wirusowej" daje na nią "odporność" nie jest prawdziwe. C.B.D.O,
    Pozdrawiam
    Barbara (też z Poznania)

  3. Zuza mówi:

    Witam,
    Czytam o Nowej Medycynie już któryś dzień, mój Tata zmaga się z wrzodami żołądka, co jakiś czas ma bóle które trwają kilka dni, są to zazwyczaj bóle głowy połączone właśnie z bólami żołądka, szukam odpowiedzi jaki konflikt mógł zajść i jak można sobie z tym poradzić, z góry dziękuję za przybliżenie tematu.

  4. Paweł mówi:

    wrzody żołądka są związane z uczuciami złości nie do strawienia np. złość do kogoś w rodzinie, pracy. Wydaje mi się, że przeżycie to musi się utrzymywać dłuższy okres czasu albo być bardzo silne żeby doszło do owrzodzenia żołądka a ból powinien występować w fazie aktywności, ewentualnie może być aktywowany przez szynę, czyli okoliczność towarzyszącą pierwotnej złości. Np. mąż wybucha złością na żonę bo zupa (np. flaczki) jest niedosolona i jego podświadomość zapamiętuje okoliczności tego zdarzenia, czyli flaczki, sól, czerwony obrus czy samą żonę i w przyszłości przy np. flaczkach boli go brzuch (wrzody w żołądku).
    Jeśli często trafiamy na szynę, która na dodatek długo nam towarzyszy (np. obecność żony na którą się kiedyś zezłościliśmy we wspólnym mieszkaniu) to ból może być chroniczny do czasu uświadomienia sobie okoliczności DHS-u i ich odreagowania (wykasowanie szyn).
    Ból głowy wiązałbym z odczuciem bezsilności i niemocy np. nie mogę nic zrobić z tym bólem brzucha, nic mi nie pomaga.
    Wracając do złości nie do strawienia to tu kluczowe słowo to niezrozumienie. Trzeba dotrzeć do sytuacji lub zachowania odebranego jako niepojęte, niezrozumiane, które zezłościło tą osobę, a następnie prosić ją o opowiedzenie tego co zapamiętała z ww. szokowego zdarzenia.

  5. Irena mówi:

    Witam.U mojej 8 letniej wnuczki wykryto rok wcześniej ostrą postać zapalenia jelit i stwierdzono chorobę Leśniowskiego Crohna, a u wnuczka wrzodziejące zapalenie jelita grubego.Szukam odpowiedzi na to jaki konflikt mógł zajść i jak można sobie z tym poradzić.Zgóry dziękuję za odpowiedż.

  6. Paweł mówi:

    Objawy towarzyszące chorobie Leśniowskiego-Crohna (tj. krwawe stolce, biegunki, spadek masy ciała) mogą być spowodowane podwójnym konfliktem: 1 – czegoś brudnego, niestrawnego, wstrętnego („to świństwo, które ktoś mi zrobił”),
    2-strachu przed niedostatkiem, bezsilnością.

    „nie mogę przyjąć tego, co dzieje się w mojej rodzinie”;
    „nie chcę tego strawić” o zabarwieniu podłości, haniebnego uczynku, którego nie można przyjąć, pojąć, zrozumieć;
    konflikt braku o kluczowym znaczeniu dla przetrwania, często związany z pożywieniem (lub pieniędzmi);
    dotyczące nas działanie przeżywane w klimacie bezsilności;

    np. Ojciec pewnego chłopca wyprowadza się z domu, aby zamieszkać z kochanką. Zabiera ze sobą wszystkie oszczędności. Często przychodzi do byłej żony i grożąc jej przemocą, każe sobie usługiwać. Dla jego syna to, co robi ojciec jest OBRZYDLIWE i całkowicie niestrawne (niezrozumiałe). Dochodzi do tego STRACH przez brak pieniędzy (substytut jedzenia).

    Trzeba dotrzeć do sytuacji lub zachowania odebranego jako obrzydliwe świństwo w powiązaniu z bezsilnością i strachem , którego zainteresowany nie rozumiał czemu się wydarzyło, a następnie prosić go (lub jego rodziców) o opowiedzenie tego co zapamiętała/li z ww. niespodziewanego zdarzenia. W mojej praktyce widzę, że często mogą to być przeżycia matki w czasie ciąży lub w ciągu kilkunastu miesięcy po porodzie, które to szoki niewątpliwie wpływają na dziecko.
    P.S. w ostatnim numerze „Świata Wiedzy” ze stycznia 2015r.
    w artykule ukryta wiedza organizmu jest napisane, że dzieci matek,
    z NY które były z nimi w ciąży w czasie „ataku” na WTC w 2001r.
    w specyficzny sposób reagują na stres.

  7. Anka mówi:

    a mnie interesuje jedna sprawa. Jak długo trwają bóle w SBS piersi? Rozumiem ,że dostanę odpowiedź typu zależy od masy konfliktowej. Ale może jest też inna odpowiedź? Jak sobie z tymi bólami radzić? I druga sprawa Pani Markolin mówi o nabrzmieniu piersi i ewentualnych wydzielinach z niej. Czy to się zostawia samemu sobie , czy można sobie ulżyć jakimiś naturalnymi środkami. A i ważne . Czego nie stosować. Wiem ,że nie leków gdyż mają działanie sympatykoniczne. Jestem przed szkoleniami , a pytań mam mnóstwo.

  8. Dawid mówi:

    Jeśli wagotonia jest zbyt bolesna, to aby przejść ją mniej boleśnie należy właśnie wprowadzać organizm w sympatykotonię, ale tak, żeby wag. było więcej niż symp. Będzie za to dłuższy czas zdrowienia.

Dodaj komentarz